-Tina co miało znaczyć to "I zniknie"? - zapytała zdziwiona Jade. Tina wyszeptała te słowa cicho zanim zasnęła. Najwidoczniej zapomniała, że jej siostra też jest w pokoju. Dziewczyna położyła się na plecach i zamknęła oczy. Zaczęła rozmyślać nad usłyszanymi przed chwilą słowami Tiny. "O co mogło jej chodzić? Pewnie o nic ważnego. Oby o nic ważnego." myślała. Chodziły jej różne teorie po głowie. Nie wiedziała o co jej chodzi. "Pewnie się przesłyszałam." powiedziała do siebie w duchu i zasnęła. Nie spała jednak zbyt długo. Obudziły ją kroki w przedpokoju i zapalone światło w łazience. Nie wiedziała jednak co się dzieje, ale miała pewne obawy. Wstała i podeszła do łóżka siostry chcąc sprawdzić czy śpi. Tiny nie było w łóżku, więc to pewnie ona chodziła po korytarzu. Ale po co? Niby to normalne, że ktoś wstaje w środku nocy i idzie do łazienki, ale Jade wiedziała, że dzieje się coś złego. Czuła to i wiedziała, że dzieje się coś, co nie powinno się dziać. Czuła, że traci coś najważniejszego dla niej. Coś, czego potrzebuje, żeby była sobą. Coś ważnego dla niej. A co było dla niej najważniejsze?
Tina.
Jej siostra była dla niej najważniejsza na świecie. Nie chciała jej stracić za żadne skarby świata. Nie wiedziała dlaczego czuje, że ją traci. Instynkt? Może nie? Może jej się tylko wydaje? Ale to bez sensu. Jeszcze zeszłej nocy jak rozmawiały nie działo się nic złego. Nie działo się nic co mogło zaszkodzić ich relacjom. Wczoraj jeszcze czuła tą siostrzaną więź jeszcze mocniejszą niż kiedykolwiek, a teraz jej nie czuje. Ona tak jakby stawała się słabsza. To było bardzo dziwne uczuci dla Jade, ponieważ ona nie chciała utracić najważniejszej dla niej osoby w jej całym życiu. Chociaż nie spędzały ze sobą dużo czasu to obie bardzo się kochały. A dwadzieścia cztery godziny temu to tłumione w sobie uczucie stawało się z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem silniejsze i mocniejsze, a teraz ono słabnie i nie wiedziała dlaczego. Siedemnastolatka czuła prawie to samo. Zauważyła, że ich więź, która łączyła ich przez tyle lat nagle zaczęła słabnąć. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że to co właśnie robić w obecnej chwili pomoże im przetrwać ten koszmar. Pomoże im, chociaż teraz je osłabia. Jeszcze do końca nie wiedziała czy chce to zrobić, ale czuła, że jest to konieczne i da im więcej siły i odwagi. Może nawet skończy z tym wszystkim co działo się przez te wszystkie lata ich (jak się wydawało Tinie) nędznego i żałosnego życia. Ona nie chciała już dłużej tak żyć. Chciała z tym skończyć. Ale była zbyt dumna, żeby skończyć ze swoim życiem, bo wiedziała, że zawsze po burzy nadchodzi tęcza. Zawsze po zimie nadchodzi wiosna. Tak samo ze złymi chwilami. Raz jest dobrze, a raz źle. I tak na zmianę. Nie wiadomo ile będzie trwało nieszczęście czy szczęście. Wiadomo, że w życiu każdego człowieka one są. Człowiek nieprzygotowany na nieszczęście, żyjąc samym szczęściem nie umie sobie z nim poradzić, dlatego ze sobą kończy. Tina nie chciała tego robić. Wiedziała, że to się skończy prędzej czy później, i że wszystko się ułoży. Obie siostry się bardzo kochały. I to było pewne. Największym szczęściem Tiny jest Jade, a największym szczęściem Jade jest Tina. Uzupełniały się. Nie chciały stracić. Mogły liczyć tylko na siebie nawzajem.
Jade szybko wstała, założyła kapcie na nogi, wzięła latarkę z półki koło jej łóżka i podbiegła do drzwi. Otworzyła je delikatnie i przekroczyła próg pokoju. Znalazła się w ciemnym korytarzu. Zaświeciła latarkę i ruszyła przed siebie powoli. Nigdzie jej się nie spieszyło, ale chciała jak najszybciej znaleźć Tinę i powstrzymać ją przed tym co robi. Nie wiedziała jednak przed czym. Czuła, że musi. Ale ufała jej, dlatego miała pewne obawy co do tego. Zamyślona w końcu weszła do łazienki. Drzwi były uchylone, a na półce paliła się mała świeczka. Jade chciała zapalić światło, ale żarówka nie świeciła. Dlatego ktoś, a najprawdopodobniej Tina, zapalił świecę. Piętnastolatka dmuchnęła i ją zgasiła. Poświeciła latarką po całej łazience i zauważyła, że ktoś szperał po półkach. Ale po co ktoś miałby to robić jak nic nie ma tam takiego ważnego co mogłoby się przydać? Po co komuś kremy, pasty, szczoteczki, bandaże itp.? To było bezsensu. Jade rozejrzała się jeszcze chwile po toalecie i po kilkunastu minutach namysłu nie widziała sensu, żeby dłużej tutaj siedzieć. Nie chciała już tutaj być.
***
Tina siedziała na strychu już zmęczona poszukiwaniami. Nie wiedziała co ma dalej robić, jeżeli nie mogła tego znaleźć. Zawsze miała go w szafie, ale nagle zniknął! Nie mógł rozpłynąć się w powietrzu. Nie w takiej chwili. Miała niecały tydzień na znalezienie go. Jak i nie mniej. Siedziała na starej zakurzonej sofie i rozmyślała nad tym co mogłaby zrobić. Nie chciała tego robić, ale odniosła pewne wrażenie, że musi, aby ocalić siebie, Jade i jej mamę. Żeby były w końcu szczęśliwe. Zdawała sobie sprawę z tego, że czekają na nią konsekwencje robiąc to. Ale wszystko byłoby lepsze niż życie kolejne lata tak jak dotąd. Nie chciała już. Chciała zmian. W końcu być szczęśliwa i nie płakać co wieczór w poduszkę i użalać się nad sobą. Miała wystarczająco trudno. Jest silna, ale nie wiedziała ile jeszcze może wytrzymać żyjąc tak jak dotąd. Każdy ma czułe punkty. Jej czułym punktem było jej życie, ale jej osłoną była Jade. Ona dla niej i vice versa. Ona chciała, by obudzić się pewnego dnia, ale w innym świecie, w innej rzeczywistości, w innym życiu i być kimś całkowicie innym.
Po około godzinie Tina w końcu zeszła na dół ze strychu i poszła do łazienki. Zaczęła przyglądać się w lustrze. Było ciemno, ale księżyc bił jasnym blaskiem i widziała swoje odbicie. Miała niebieskie oczy. Lubiła je. Były jedną rzeczą, jaką w sobie lubiła. Czarne włosy spływały jej lekkimi falami na ramiona. Jej wzrok powędrował na bliznę na policzku. Była bardzo mała i przypominała literkę "T". Nie wiedziała dlaczego ją ma, ale miała ją od kiedy pamięta. Może nawet od urodzenia. Czasami śmiała się, że ma bliznę jak Harry Potter, ale w innym miejscu. Jak była mniejsza chciała mieć przygody takie jak on i czekała na list z Hogwardu. Nie lubiła jej. Twierdziła, że ją oszpecała, ale na prawdę dodawała jej jakiegoś uroku. Był jej znakiem rozpoznawczym. Niektórzy nazywali ją Naznaczona, a inni uważali, że "T" pochodzi od pierwszej litery jej imienia.
Tina.
Jej siostra była dla niej najważniejsza na świecie. Nie chciała jej stracić za żadne skarby świata. Nie wiedziała dlaczego czuje, że ją traci. Instynkt? Może nie? Może jej się tylko wydaje? Ale to bez sensu. Jeszcze zeszłej nocy jak rozmawiały nie działo się nic złego. Nie działo się nic co mogło zaszkodzić ich relacjom. Wczoraj jeszcze czuła tą siostrzaną więź jeszcze mocniejszą niż kiedykolwiek, a teraz jej nie czuje. Ona tak jakby stawała się słabsza. To było bardzo dziwne uczuci dla Jade, ponieważ ona nie chciała utracić najważniejszej dla niej osoby w jej całym życiu. Chociaż nie spędzały ze sobą dużo czasu to obie bardzo się kochały. A dwadzieścia cztery godziny temu to tłumione w sobie uczucie stawało się z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem silniejsze i mocniejsze, a teraz ono słabnie i nie wiedziała dlaczego. Siedemnastolatka czuła prawie to samo. Zauważyła, że ich więź, która łączyła ich przez tyle lat nagle zaczęła słabnąć. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że to co właśnie robić w obecnej chwili pomoże im przetrwać ten koszmar. Pomoże im, chociaż teraz je osłabia. Jeszcze do końca nie wiedziała czy chce to zrobić, ale czuła, że jest to konieczne i da im więcej siły i odwagi. Może nawet skończy z tym wszystkim co działo się przez te wszystkie lata ich (jak się wydawało Tinie) nędznego i żałosnego życia. Ona nie chciała już dłużej tak żyć. Chciała z tym skończyć. Ale była zbyt dumna, żeby skończyć ze swoim życiem, bo wiedziała, że zawsze po burzy nadchodzi tęcza. Zawsze po zimie nadchodzi wiosna. Tak samo ze złymi chwilami. Raz jest dobrze, a raz źle. I tak na zmianę. Nie wiadomo ile będzie trwało nieszczęście czy szczęście. Wiadomo, że w życiu każdego człowieka one są. Człowiek nieprzygotowany na nieszczęście, żyjąc samym szczęściem nie umie sobie z nim poradzić, dlatego ze sobą kończy. Tina nie chciała tego robić. Wiedziała, że to się skończy prędzej czy później, i że wszystko się ułoży. Obie siostry się bardzo kochały. I to było pewne. Największym szczęściem Tiny jest Jade, a największym szczęściem Jade jest Tina. Uzupełniały się. Nie chciały stracić. Mogły liczyć tylko na siebie nawzajem.
Jade szybko wstała, założyła kapcie na nogi, wzięła latarkę z półki koło jej łóżka i podbiegła do drzwi. Otworzyła je delikatnie i przekroczyła próg pokoju. Znalazła się w ciemnym korytarzu. Zaświeciła latarkę i ruszyła przed siebie powoli. Nigdzie jej się nie spieszyło, ale chciała jak najszybciej znaleźć Tinę i powstrzymać ją przed tym co robi. Nie wiedziała jednak przed czym. Czuła, że musi. Ale ufała jej, dlatego miała pewne obawy co do tego. Zamyślona w końcu weszła do łazienki. Drzwi były uchylone, a na półce paliła się mała świeczka. Jade chciała zapalić światło, ale żarówka nie świeciła. Dlatego ktoś, a najprawdopodobniej Tina, zapalił świecę. Piętnastolatka dmuchnęła i ją zgasiła. Poświeciła latarką po całej łazience i zauważyła, że ktoś szperał po półkach. Ale po co ktoś miałby to robić jak nic nie ma tam takiego ważnego co mogłoby się przydać? Po co komuś kremy, pasty, szczoteczki, bandaże itp.? To było bezsensu. Jade rozejrzała się jeszcze chwile po toalecie i po kilkunastu minutach namysłu nie widziała sensu, żeby dłużej tutaj siedzieć. Nie chciała już tutaj być.
***
Tina siedziała na strychu już zmęczona poszukiwaniami. Nie wiedziała co ma dalej robić, jeżeli nie mogła tego znaleźć. Zawsze miała go w szafie, ale nagle zniknął! Nie mógł rozpłynąć się w powietrzu. Nie w takiej chwili. Miała niecały tydzień na znalezienie go. Jak i nie mniej. Siedziała na starej zakurzonej sofie i rozmyślała nad tym co mogłaby zrobić. Nie chciała tego robić, ale odniosła pewne wrażenie, że musi, aby ocalić siebie, Jade i jej mamę. Żeby były w końcu szczęśliwe. Zdawała sobie sprawę z tego, że czekają na nią konsekwencje robiąc to. Ale wszystko byłoby lepsze niż życie kolejne lata tak jak dotąd. Nie chciała już. Chciała zmian. W końcu być szczęśliwa i nie płakać co wieczór w poduszkę i użalać się nad sobą. Miała wystarczająco trudno. Jest silna, ale nie wiedziała ile jeszcze może wytrzymać żyjąc tak jak dotąd. Każdy ma czułe punkty. Jej czułym punktem było jej życie, ale jej osłoną była Jade. Ona dla niej i vice versa. Ona chciała, by obudzić się pewnego dnia, ale w innym świecie, w innej rzeczywistości, w innym życiu i być kimś całkowicie innym.
Po około godzinie Tina w końcu zeszła na dół ze strychu i poszła do łazienki. Zaczęła przyglądać się w lustrze. Było ciemno, ale księżyc bił jasnym blaskiem i widziała swoje odbicie. Miała niebieskie oczy. Lubiła je. Były jedną rzeczą, jaką w sobie lubiła. Czarne włosy spływały jej lekkimi falami na ramiona. Jej wzrok powędrował na bliznę na policzku. Była bardzo mała i przypominała literkę "T". Nie wiedziała dlaczego ją ma, ale miała ją od kiedy pamięta. Może nawet od urodzenia. Czasami śmiała się, że ma bliznę jak Harry Potter, ale w innym miejscu. Jak była mniejsza chciała mieć przygody takie jak on i czekała na list z Hogwardu. Nie lubiła jej. Twierdziła, że ją oszpecała, ale na prawdę dodawała jej jakiegoś uroku. Był jej znakiem rozpoznawczym. Niektórzy nazywali ją Naznaczona, a inni uważali, że "T" pochodzi od pierwszej litery jej imienia.
Kiedy skończyła przeglądać się w lustrze powędrowała do swojego pokoju. Zauważyła Jade, która siedziała na łóżku. Czekała na nią. Miała do niej dużo pytań. Nie wiedziała od czego zacząć. Chciała najpierw zapytać ją co złego robi. Ale stwierdziła, że poczeka z tym pytaniem.
-Gdzie byłaś? - zapytała w końcu po chwili niezręcznego milczenia Jade. Gdy to wypowiadała jej głos się załamał, a w oczu pojawiła się mała łza, którą szybko wytarła rękawem.
-Byłam... w łazience. A później na strychu. Szukałam czegoś, co jest mi potrzebne.
-Nie mogłaś tego poszukać w dzień tylko pałętać się w nocy? Martwiłam się. Czułam, że działo się coś, co nie powinno się, dziać, ale to coś koniecznego.
-Też to poczułaś? - zdziwiła się Tina. - To było coś innego. Jakby coś się niszczyło i tonęło. Ale to było też coś potrzebnego. W pewnym momencie poczułam dziwną pustkę w sercu. Jakbym się bała, że coś stracę. Że stracę coś, co jest mi potrzebne. Nie wiem jak to opisać. A w ogóle da się? Chyba nie. Nie znałam tego uczucia. Chyba nigdy. To tak jakby.... jakby ktoś odchodził i zastąpił go ktoś inny.
-To było faktycznie dziwne.
-Wiem. Nie wiem co robić. To wszystko się wali. To wszystko się niszczy. To wszystko zastępuje coś nowego. Coś co daje mi siłę, ale równocześnie ciągnie w dół. Nie umiem strawić tego uczucia. Jest mi potrzebne, ale niepotrzebne. To jakie w końcu? Czuje, że stanie się coś złego. Ale też, że po tym będzie wszystko dobrze. Dwa uczucia w jednym. To co to jest? Sumienie? Instynkt? Nadzieja na coś dobrego? Nie mam pojęcia, ale czuję, że potrzebuję tego tak samo mocno, jak potrzebuję ciebie. I kiedy pomyślałam o tym, co chcę zrobić zaczęłam to czuć. Jakby nowa rzeczywistość. Nowe życie. Nowe wszystko. Ale jakby kogoś zabrakło. Ale co to jest?- zapytała niepewnie i zamilkła na chwilę. Po chwili milczenia i namysłu w końcu Jade coś powiedziała.
-To jest umysł. Też się czuję jak w klatce. Nie chciałabym cię stracić. Jesteś dla mnie ważna.
-Ja dla ciebie, a ty dla mnie.
-Czuję się jak w ptak w klatce. Chcę być wolna, ale do wolności potrzebny mi klucz. Jeden nędzny klucz, który ciężko zdobyć. Mam ograniczoną przestrzeń, żeby go dostać.
-Znajdziemy nasze klucze Tino.
Tina i Jade zaczęły jeszcze długo rozmawiać. Jade zapytała w końcu Tinę co planuje, ale siedemnastolatka zasnęła i nie dosłyszała pytania. Ona to zawsze coś zrobi, żeby wymigać się od odpowiedzi. Nawet jeżeli nie wie, że o coś ją pytałam. Cała Tina. I za to ją kocham. Ale o co mogło jej chodzić? Jaki plan? To przez to tracimy to co posiadaliśmy? Chyba tak. Ale ja się dowiem o co chodzi. Na pewno.
***
Tinie śniło się, że jest w mroku. Bała się. Trzymała w ręce pistolet, ale nie wiedziała co z nim zrobić. Szukała go tak długo tej nocy, a jak już miała go w dłoni spanikowała i bała się nacisnąć spust. Nie wiedziała co się z nią dzieje, ale strach zaczął paraliżować jej ciało. Nie mogła się ruszać. Bała się tak bardzo jak nigdy. Znajdowała się w jej największym strachu - mroku. Nie chciała tutaj być. Chciała się obudzić, ale nie umiała. Jej stopy przywarły do podłogi. Tak się bała. Nagle zauważyła przed sobą jakiegoś człowieka. Był to wysoki mężczyzna około czterdziestki. Gdy podszedł bliżej wiedziała już kto to jest. Jej tata stał przed nią i zaczął ją przepraszać. Przepraszał za to wszystko co zrobił jej w życiu. Chciał to naprawić. Tina płakała. Po chwili milczenia podniosła pistolet, nacisnęła spust i...
Chybiła.
Nacisnęła drugi raz i...
Trafiła w ramię. Nie pomogła mu. Patrzyła jak umiera.
I taki był jej plan, który chciała zrealizować jak najszybciej. Po tym śnie wiedziała, że chce to zrobić. To było tylko marne gadanie. Znała go i zawsze tak mówił. Tym razem się nie dała. Co z tego, że był to sen?
***
Tinie śniło się, że jest w mroku. Bała się. Trzymała w ręce pistolet, ale nie wiedziała co z nim zrobić. Szukała go tak długo tej nocy, a jak już miała go w dłoni spanikowała i bała się nacisnąć spust. Nie wiedziała co się z nią dzieje, ale strach zaczął paraliżować jej ciało. Nie mogła się ruszać. Bała się tak bardzo jak nigdy. Znajdowała się w jej największym strachu - mroku. Nie chciała tutaj być. Chciała się obudzić, ale nie umiała. Jej stopy przywarły do podłogi. Tak się bała. Nagle zauważyła przed sobą jakiegoś człowieka. Był to wysoki mężczyzna około czterdziestki. Gdy podszedł bliżej wiedziała już kto to jest. Jej tata stał przed nią i zaczął ją przepraszać. Przepraszał za to wszystko co zrobił jej w życiu. Chciał to naprawić. Tina płakała. Po chwili milczenia podniosła pistolet, nacisnęła spust i...
Chybiła.
Nacisnęła drugi raz i...
Trafiła w ramię. Nie pomogła mu. Patrzyła jak umiera.
I taki był jej plan, który chciała zrealizować jak najszybciej. Po tym śnie wiedziała, że chce to zrobić. To było tylko marne gadanie. Znała go i zawsze tak mówił. Tym razem się nie dała. Co z tego, że był to sen?
Jak to stanie się sławne to pamiętaj że jako pierwsza wstawiłam komentarz pod 2 rozdziałem. Dziękuje. XDDD
OdpowiedzUsuńI tak się nie stanie. Ty masz lepsze XD
OdpowiedzUsuńWgl teraz jak czytam ostatni akapit to dotarło do mnie, że Cztery w Niezgodnej miał podobną iluzje strachu ale on nie strzelał do ojca.XD
OdpowiedzUsuńwiesz co? Ciesze se ze masz swoj pomysl na tego bloga :) Jak dla mbie piszesz bardzo dobrze! Ciesze sie ze sie tu dostalam :) powiem Ci tak zamiast sie uczyc wciagnelam sie w tego bloga :) trzymam kciuki by kolej.y rozdzial wyszedl szybko i weny przedewszystkim zycze :) Bd czytac twojego bloga i tak juz zostanie :)) <3
OdpowiedzUsuńJak cos to mnie znasz i robilam ci promo xd (tak na wszelki wypadek gdyby to stalo sie slawne)
OdpowiedzUsuń