Tina nie wiedziała o co chodzi. Ale oczywiście... Co to by był za dzień, gdyby nie wydarzyło się coś przykrego, złego, niespodziewanego, dziwnego lub poważnego. Przecież taki jest sens życia siedemnastolatki i jej bliskich. Kiedy przekroczyła próg do kuchni zaniemówiła z wrażenia, współczucia, żalu... a może ze zdziwienia? Zobaczyła swojego tatę, Jimmiego, który chodził po kuchni z założonymi za głowę rękoma. Krążył dookoła całego pomieszczenia, a na jego małych rzęsach nie znajdowało się nic innego jak małe łzy. Robiły małe "strumyki" na jego policzkach, a oczy ewidentnie miał podrażnione i lekko czerwone od płaczu. To było dziwne zjawisko dla dziewczyny, ponieważ ona jeszcze NIGDY w swoim krótkim życiu nie widziała, żeby jej ojciec płakał. Ten silny i agresywny mężczyzna płakał. On też ma uczucia. A jednak...
Nie wiedziała o co chodzi. Zdjęła szybko szalik, kurtkę powiesiła w przedpokoju i podbiegła do taty. Chociaż wyrządził jej, Jade i ich mamie wielką krzywdę fizyczną jak i psychiczną, to jednak zrobiła się jej go żal i nie wiedziała jak ma zareagować. Stała w kuchni chwilę i czekała, aż coś powie, ale on nawet na nią nie spojrzał. Może jej nie zauważył? Może.
- Gdzie jest Jade? - Zapytała w końcu Tina rozglądając się po kuchni i zaglądając do pokoju obok.
- Jade? Sam nie wiem. Dużo rzeczy się tutaj działo jakąś godzinę temu wiesz? - powiedział w końcu zwracając na nią uwagę. Kiedy powiedział imię młodszej córki to głos mu się załamał.
- Czemu już jesteś w domu jak powinieneś być jeszcze w pracy? Miało cię nie być tydzień, a nie było cię ile? Dzień? Dwa? Może trzy? Nie wiem w sumie i mnie to nie obchodzi, ale w końcu był spokój - powiedziała stanowczo, ale bała się, bo myślała, że jej tata ją za te słowa uderzy.
- Musiałem wcześniej wrócić, bo zapomniałem paszportu, dobra?
- Po co ci paszport? Z resztą nie ważne, gdzie Jade?
- Muszę ci coś powiedzieć - siedemnastolatka nie wiedziała co powiedzieć i nastała chwila milczenia. To wszystko wydawało jej się dziwne. Jade zniknęła, jej ojciec płacze, "muszę ci coś powiedzieć". W głowie miała przez tą chwilę milczenia mętlik w głowie. Jimmie zabił Jade? To pierwsze przyszło jej do głowy. Kłótnia? Prawdopodobnie to. Podczas kłótni jej siostra uciekła. Czy to może być tak?
- No co? - zapytała w końcu dziewczyna przerywając niezręczną ciszę.
- Serio chcesz wiedzieć co tu się stało? Okay, powiem ci. Wszystko od początku. Musiałem wrócić do domu po paszport, ponieważ wyjeżdżam do Francji do pracy na dwa tygodnie i miałem do was zadzwonić. Kiedy przyszedłem zastałem Jade jak rozmawia z mamą o czymś nawet nie słyszałem o czym. Kiedy mnie zobaczyły to się przestraszyły, a czemu? To chyba wiesz... Ale ja was naprawdę kocham i ostatnio staram się zmienić...
- Nie wychodzi ci to - przerwała Tina.
- Wiem, ale naprawdę chciałem i chcę! No więc powiedziałem im, żeby się nie martwiły, bo ja tylko po paszport. Usiadłem potem jeszcze z nimi, żeby pogadać, bo chciałem to jakoś naprawić i wszystko im wyjaśnić. Do twojej mamy jednak zadzwonił telefon. Oczywiście dzwoniła jej przyjaciółeczka, Ann. Prosiła, aby przyszła, ale się zawahała. Nie chciała zostawiać Jade ze mną. Dziwisz się? - Tina pokręciła głową. - No właśnie, ale twoja siostra powiedziała, że może iść. Zaczęliśmy rozmawiać, kiedy Elise, to znaczy wasza mama wyszła z domu. Powiedziałem jej, żeby się nie bała, że ją kocham, że się zmienię. Długo tak gadaliśmy. Potem do mieszkania ktoś zapukał. Była to kobieta mniej więcej w moim wieku. Pytała o Jade, a przedstawiła się jako Lucy Taylor. Wyglądała jak naukowiec i owszem nim była.
- Po co ktoś taki miałby pytać o Jade? - zapytała zdziwiona siedemnastolatka. Po chwili namysłu przypomniała sobie, że jej siostra była geniuszem matematycznym. A rzeczywiście nim była.
- Podobno wygrała jakiś konkurs, ale przecież w żadnym nie startowała jak to później powiedziała. Kiedy zaczęliśmy się kłócić z naszym gościem, ta cała Ms. Lucy wyjęła jakąś strzykawkę z fioletową substancją w środku i zapytała się jej (siostry Tiny) czy wie co to jest. Odpowiedziała, że wie, ale ja nic nie usłyszałem, bo poczułem lekkie ukłucie i w mgnieniu oka runąłem na ziemię nieprzytomny. Kiedy się obudziłem, a było to jakoś pięć minut temu, Jade już nie było, ale znalazłem to - powiedział, po czym wyciągnął z kieszeni pomiętą kartkę, gdzie pisało "Dziękujemy za pańską córkę."
Dziewczyna nie wiedziała co ma na to powiedzieć. Co miały znaczyć słowa na tej kartce? Co? Tak! Jade już NIE MA. Nie ma jej w domu, nie ma jej przy Tinie, a może nawet nie ma jej w mieście? Po co ktoś miałby porywać jej siostrę? To nie miało żadnego sensu... Dziewczyna nie była zła na swojego tatę, bo to nie była jego wina.
A Elise?
Gdzie jest matka Tiny? U koleżanki? Pewnie tak, ale czemu jeszcze nie wróciła? Jest już dwudziesta pierwsza w nocy, a jej nie ma. Siedemnastolatka więzła telefon i zadzwoniła do niej i powiedziała jej, że musi szybko wrócić do domu.
********
Heej :D Jak wam się podobał rozdział? Był on pisany na szybko, a pomysł na niego miałam już od dwóch tygodni i oto jest :) I teraz mam pytanie, czy mam pisać dalej moje ff z perspektywy Tiny czy jako narrator 3 osobowy? Domyślacie się po co ktoś porwał Jade? Jeżeli wam się podobało to zostawcie komentarz ewentualnie +1 przy notce. Tutaj link na wattpad: http://www.wattpad.com/93652839-trapped-uwi%C4%99ziona-rozdzia%C5%82-5?d=ud
Nie wiedziała o co chodzi. Zdjęła szybko szalik, kurtkę powiesiła w przedpokoju i podbiegła do taty. Chociaż wyrządził jej, Jade i ich mamie wielką krzywdę fizyczną jak i psychiczną, to jednak zrobiła się jej go żal i nie wiedziała jak ma zareagować. Stała w kuchni chwilę i czekała, aż coś powie, ale on nawet na nią nie spojrzał. Może jej nie zauważył? Może.
- Gdzie jest Jade? - Zapytała w końcu Tina rozglądając się po kuchni i zaglądając do pokoju obok.
- Jade? Sam nie wiem. Dużo rzeczy się tutaj działo jakąś godzinę temu wiesz? - powiedział w końcu zwracając na nią uwagę. Kiedy powiedział imię młodszej córki to głos mu się załamał.
- Czemu już jesteś w domu jak powinieneś być jeszcze w pracy? Miało cię nie być tydzień, a nie było cię ile? Dzień? Dwa? Może trzy? Nie wiem w sumie i mnie to nie obchodzi, ale w końcu był spokój - powiedziała stanowczo, ale bała się, bo myślała, że jej tata ją za te słowa uderzy.
- Musiałem wcześniej wrócić, bo zapomniałem paszportu, dobra?
- Po co ci paszport? Z resztą nie ważne, gdzie Jade?
- Muszę ci coś powiedzieć - siedemnastolatka nie wiedziała co powiedzieć i nastała chwila milczenia. To wszystko wydawało jej się dziwne. Jade zniknęła, jej ojciec płacze, "muszę ci coś powiedzieć". W głowie miała przez tą chwilę milczenia mętlik w głowie. Jimmie zabił Jade? To pierwsze przyszło jej do głowy. Kłótnia? Prawdopodobnie to. Podczas kłótni jej siostra uciekła. Czy to może być tak?
- No co? - zapytała w końcu dziewczyna przerywając niezręczną ciszę.
- Serio chcesz wiedzieć co tu się stało? Okay, powiem ci. Wszystko od początku. Musiałem wrócić do domu po paszport, ponieważ wyjeżdżam do Francji do pracy na dwa tygodnie i miałem do was zadzwonić. Kiedy przyszedłem zastałem Jade jak rozmawia z mamą o czymś nawet nie słyszałem o czym. Kiedy mnie zobaczyły to się przestraszyły, a czemu? To chyba wiesz... Ale ja was naprawdę kocham i ostatnio staram się zmienić...
- Nie wychodzi ci to - przerwała Tina.
- Wiem, ale naprawdę chciałem i chcę! No więc powiedziałem im, żeby się nie martwiły, bo ja tylko po paszport. Usiadłem potem jeszcze z nimi, żeby pogadać, bo chciałem to jakoś naprawić i wszystko im wyjaśnić. Do twojej mamy jednak zadzwonił telefon. Oczywiście dzwoniła jej przyjaciółeczka, Ann. Prosiła, aby przyszła, ale się zawahała. Nie chciała zostawiać Jade ze mną. Dziwisz się? - Tina pokręciła głową. - No właśnie, ale twoja siostra powiedziała, że może iść. Zaczęliśmy rozmawiać, kiedy Elise, to znaczy wasza mama wyszła z domu. Powiedziałem jej, żeby się nie bała, że ją kocham, że się zmienię. Długo tak gadaliśmy. Potem do mieszkania ktoś zapukał. Była to kobieta mniej więcej w moim wieku. Pytała o Jade, a przedstawiła się jako Lucy Taylor. Wyglądała jak naukowiec i owszem nim była.
- Po co ktoś taki miałby pytać o Jade? - zapytała zdziwiona siedemnastolatka. Po chwili namysłu przypomniała sobie, że jej siostra była geniuszem matematycznym. A rzeczywiście nim była.
- Podobno wygrała jakiś konkurs, ale przecież w żadnym nie startowała jak to później powiedziała. Kiedy zaczęliśmy się kłócić z naszym gościem, ta cała Ms. Lucy wyjęła jakąś strzykawkę z fioletową substancją w środku i zapytała się jej (siostry Tiny) czy wie co to jest. Odpowiedziała, że wie, ale ja nic nie usłyszałem, bo poczułem lekkie ukłucie i w mgnieniu oka runąłem na ziemię nieprzytomny. Kiedy się obudziłem, a było to jakoś pięć minut temu, Jade już nie było, ale znalazłem to - powiedział, po czym wyciągnął z kieszeni pomiętą kartkę, gdzie pisało "Dziękujemy za pańską córkę."
Dziewczyna nie wiedziała co ma na to powiedzieć. Co miały znaczyć słowa na tej kartce? Co? Tak! Jade już NIE MA. Nie ma jej w domu, nie ma jej przy Tinie, a może nawet nie ma jej w mieście? Po co ktoś miałby porywać jej siostrę? To nie miało żadnego sensu... Dziewczyna nie była zła na swojego tatę, bo to nie była jego wina.
A Elise?
Gdzie jest matka Tiny? U koleżanki? Pewnie tak, ale czemu jeszcze nie wróciła? Jest już dwudziesta pierwsza w nocy, a jej nie ma. Siedemnastolatka więzła telefon i zadzwoniła do niej i powiedziała jej, że musi szybko wrócić do domu.
********
Heej :D Jak wam się podobał rozdział? Był on pisany na szybko, a pomysł na niego miałam już od dwóch tygodni i oto jest :) I teraz mam pytanie, czy mam pisać dalej moje ff z perspektywy Tiny czy jako narrator 3 osobowy? Domyślacie się po co ktoś porwał Jade? Jeżeli wam się podobało to zostawcie komentarz ewentualnie +1 przy notce. Tutaj link na wattpad: http://www.wattpad.com/93652839-trapped-uwi%C4%99ziona-rozdzia%C5%82-5?d=ud
Świetny rozdział. ^^ Szczerze mówiąc od zawsze podobała mi się narracja głównego bohatera dlatego wolę abyś pozostała przy narracji 3-cio osobowej. Spodobał mi się blog, będę tutaj zaglądać *-* Zapraszam również do siebie ♥ http://reversion-fanfic.blogspot.com
OdpowiedzUsuńojej dziękuję :D Zajrzę na twojego bloga na pewno ^^
Usuń