poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdzial 4

Tina po śniadaniu ubrała się i poszła do swojego liceum. Nie wiedziała jak sobie poradzi w szkole po tym dziwnym śnie, ale wiedziała, że na pewno nie będzie mogła skupić się na lekcjach myśląc o chłopaku, którego "spotkała". Kojarzyła go. Miała nadzieje, że kiedyś go znajdzie i pomoże jej w tym wszystkim co ją męczy. Nie umiała myśleć o niczym innym tylko o tym co nim i o tym co przeżyła tej nocy. Nie potrafiła się na niczym skupić. Myślami wędrowała do momentu, w którym siedziała na ławce w mroku pod latarnią i zjawił się on. Czuła, że kiedyś go na pewno znajdzie. Przez całą drogę do szkoły skupiała się tylko na tym co działo się w jej śnie i nie mogła przestać myśleć o tym, jak bardzo był on realny. Wszystko było jak prawdziwe. Czuła każdy dotyk, upadek, ból. 

***

Jade siedziała w pokoju razem z mamą. Nie mówiła jej nic o tym co śniło się Tinie i co działo się w nocy, ponieważ wiedziała, że nic nie zrozumie, a wolała, aby to pozostało tajemnicą między nią, Tiną i ewentualnie tym chłopakiem, jeżeli kiedyś go spotkają. Być może on to zrobił specjalnie? Może maczał w tym palce? Ale jak, jak oni nawet się nie znają i widzieli się może raz w życiu i  to przez przypadek. Jade nie umiała znaleźć odpowiedzi na te pytania i cały czas (tak samo jak jej siostra) zastanawiała się nad odpowiedzią. "On na pewno coś o tym wie. Szkoda, że nie wiem kto to, ale kojarzę go z opisu Tiny! Na pewno jest tu gdzieś niedaleko! Być może nawet bliżej niż myślę." pomyślała piętnastolatka. Rozmyślenia przerwała jej mama Elise, która weszła do pokoju. Jade wstała i na prośbę mamy poszła zrobić herbatę. "Nie umiem tego wyjaśnić, ale na pewno  ta dziwna sytuacja prędzej czy później się rozwiąże. To nie może tak być! Wszystko się dobrze skończy. Grunt to myśleć pozytywnie i mieć chociaż małą nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i skończy się szczęśliwie. Dlaczego akurat my tak żyjemy? Za niedługo ON przyjeżdża znowu. Ja go nawet nie umiem już nazwać  OJCEM, bo na to nie zasługuje. Jest dla mnie nikim i nigdy mu nie wybaczę. Mam nadzieję, że odejdzie od nas szybko, albo my odejdziemy. Musimy. Ja nie chcę go już widzieć!" pomyślała dziewczyna i z wściekłości rzuciła kubek, który trzymała w dłoni. Zapomniała całkowicie o gotującej się wodze i o tym o co mama ją prosiła. Wyłączyła gaz, posprzątała potłuczony kubek i zrobiła herbatę dla siebie i dla mamy. Dziewczyna znowu zaczęła intensywnie rozmyślać. "Dlaczego on taki jest? Dlaczego on nie chce nam dać spokoju? Dlaczego on na nas wszystkich musi wyładowywać swój stres i nas rujnować? Co my mu takiego zrobiłyśmy, że nas tak nienawidzi? Kiedyś było inaczej. Kiedyś nas kochał, a teraz zachowuje się jak potwór, który próbuje nas zniszczyć i traktuje nas jak takie głupie zabawki, które psuje." powiedziała do siebie  w  duchu.  Znowu nie zauważyła, że coś robi, a raczej kompletnie o tym zapomniała. Rozlała wrzątek i oparzyła sobie palca. Pisnęła, ale szybko ugryzła się w wargę. Ból przerwał jej rozmysły i szybko odkręciła kran, aby wodą ochłodzić oparzenie. Do kuchni przyszła Elise. Była zszokowana tym co zobaczyła. Nie wiedziała co ostatnio dzieje się z jej młodszą córką i zaczęła się coraz bardziej martwić. Problemy Tiny były też problemami Jade. 
- Jade co się ostatnio z tobą dzieje? Chodzisz ostatnio rozkojarzona, zamyślona, nerwowa i jakaś dziwna. Co jest? Stało się coś złego? Możesz mi zaufać...  Twoje problemy są też moimi problemami. - Powiedziała matka do piętnastolatki. "Chyba jednak nie." pomyślała Jade.
- Nic mamo po prostu ostatnio coś mnie głowa boli. Wszystko jest okej. - odpowiedziała - Prawie wszystko... - szepnęła do siebie.
- Nie próbuj mnie oszukać. Przecież widzę, że coś z tobą nie tak. Pomogę ci. O co chodzi? A tak w ogóle to wiesz dlaczego Tina ma złamanego palca?
- Złamała w nocy, bo spadła z łóżka. Nic poważnego powiedziała, że pielęgniarka w szkole jej to zagipsuje. Będzie dobrze. 
- No dobrze. Weź tą herbatę i chodź to pokoju, porozmawiamy. - powiedziała zmartwiona Elise i położyła córce rękę na ramię. Wzięły kubki i poszły do pokoju. Jade wzięła płytę i puściła. Lubiła słuchać spokojnych piosenek. Zaczęła rozmawiać z mamą na temat praktycznie wszystkiego. Długo rozmawiały o tym co się dzieje w domu, pomiędzy nimi, co u nich słychać, jak sobie radzą itp. W końcu Elise wstała i wzięła album ze zdjęciami z dzieciństwa dziewczynek. Wzięło jej się na wspomnienia. Nie miały kiedy ze sobą porozmawiać i powspominać. Wzięły pierwszy album i zaczęły powoli przekładać strony śmiejąc się i uśmiechając z niektórych zdjęć. To był wyjątkowy czas dla obu z nich. 
-To były cudowne czasy. - powiedziała Jade i objęła delikatnie dłońmi mamę i położyła jej głowę na ramię. Podobały jej się te zdjęcia. Była zadowolona, że w końcu mogła zapomnieć o wszystkim i rozkoszować się jedyną taką chwilą z Elise. Nie miała pewności, że to kiedyś się powtórzy. Nie chciała jej stracić i w tej chwili uświadomiła sobie jak bardzo ważna jest jej mama w jej życiu. Nie wiedziała jakby sobie bez niej poradziła. Tak samo miała z Tiną, ale to uczucie odrodziło się na nowo. Do pokoju weszła siedemnastolatka. Uśmiechnęła się lekko widząc tą scenkę pomiędzy Jade a ich mamą. Chciała się do nich dołączyć, ale miała inne plany na głowie. Miała zamiar szybko zjeść obiad, odrobić lekcje i spotkać się z Ellen w parku. W tej chwili bardzo pragnęła się z nią spotkać. Tak rzadko się z nią widziała... Jedynie w szkole, gdy nie opuszczała lekcji. Dzisiaj wyszła ze szkoły wcześniej, ponieważ źle się czuła. Wcześniej jednak chciała porozmawiać z siostrą o tym, co wydarzyło się rano. 
- Jade chodź na chwilę. Cześć mamo! Przepraszam, ale muszę ją na chwile porwać muszę jej coś powiedzieć, a później idę do  parku z Ellen. Mogę prawda?
- Oczywiście, że tak. Cieszę się, że znowu się z nią spotykasz.
- Ja też. - odpowiedziała. 

Siostry wyszły z salonu i poszły do swojego pokoju na górnym piętrze. Okno było otwarte, więc w środku było zimno. Tina zamknęła je i usiadła na fotelu, które było koło jej łóżka, na którym siedziała już wygodnie Jade z pytającą miną.
- A więc o co chodzi Tina? - zapytała zaciekawiona.
- Nie uwierzysz co się dzisiaj stało! - powiedziała siedemnastolatka i kontynuowała z uśmiechem na twarzy. Miała na niej już delikatne wypieki. - No więc szłam dzisiaj do szkoły i przed lekcjami chciałam, aby pielęgniarka opatrzyła mi mojego palca. Na szczęście nie jest złamany, ale muszę na niego uważać, ale wracając do rzeczy. Kiedy szłam do jej gabinetu za bardzo się rozmyślałam o tym chłopaku. Nie zauważyłam nawet jak przechodził obok mnie, ale wiem, że przechodził obok, ponieważ obróciłam głowę, kiedy upadł mi mój zeszyt. Chciałam go podnieść, a on się odwrócił i mi go podniósł. Nie widziałam jego twarzy dokładnie, ale poznałam go po głosie. Kiedy mi podał moją zgubę powiedział tylko "zgubiłaś coś Tina", podał mi i sobie poszedł. To na sto procent on. Jest szansa, że chodzi ze mną do liceum i to pewnie dlatego go kojarzyłam. Ale skąd on zna moje imię? Na prawdę nie wiem. Jest naprawdę uroczy i mam nadzieję, że go spotkam. W jego głosie było słychać rozbawienie, ale również jakby był jakiś podenerwowany. 
- Nie sądziłam, że tak szybko go spotkasz! - powiedziała zadowolona Jade i rzuciła się na siostrę. 
-Tak, tak. Okej ja idę do parku. Jak coś wiesz gdzie mnie szukać. Ellen powinna za chwilę być.

Tina wstała, ubrała kurtkę i poszła do parku. Po drodze spotkała swoją przyjaciółkę i poszły razem tak jak się umówiły. Rozmawiały długo i spędziły ze sobą teraz bardzo przyjemny czas. Przynajmniej teraz nie musiała się niczym martwić. Mimo tego wszystkiego, że była ona jej najlepszą przyjaciółką nie mówiła jej co działo się w nocy. Nie miała najmniejszego zamiaru tego nikomu mówić i  jedynie Jade mogła o tym wiedzieć. Teraz tak samo jak Jade Tina nie musiała się martwić i o wszystkim zapomnieć.  Przyjaciółki siedziały ze sobą w parku aż się ściemniło. Nie wiedziała czy jej mama się martwi czy nie i szczerze mówiąc nie obchodziło ją to. Chciała teraz zostać sama i w spokoju pomyśleć o tym wszystkim. Usiadła w ławce pod latarnią i zaczęła myśleć o dzisiejszym dniu. "Ja sama, czas i myśli."  pomyślała siedemnastolatka. 

Poczuła dotyk na ramieniu tak jak wtedy. We śnie. Poczuła taki sam ciężar na nim i uśmiechnęła się lekko. Teraz nie musiała się bać, bo wiedziała kogo spotka. Odwróciła głowę i wiedziała kogo tam zobaczy. Nie myliła się.  Zobaczyła tego samego chłopaka co wcześniej. Z tym samym uśmiechem, wyrazem twarzy, z tym samym głosem i śmiechem. Była szczęśliwa, że go zobaczyła. Czuła się przy nim bezpiecznie. Chłopak usiadł koło niej na ławce i objął ją ramieniem. Tina położyła głowę na jego ramieniu i zaśmiała się cicho. Czuła się przy nim swobodnie.
- Kim jesteś? - zapytała po chwili milczenia. 
- Mówiłem ci, żebyś poczekała. Jestem tym, kogo chciałaś. Pomogę ci. Jestem Calum jak już tak bardzo chcesz wiedzieć. A ty pewnie jesteś Tina? Nie wiem skąd, ale cię znam. Widziałem cię dzisiaj w moim śnie. Och... Jakie to romantyczne. Widziałem cię we śnie! Idealny tekst na podryw, ale ja naprawdę ciebie tam widziałeś. Płakałaś, bałaś się czegoś, ale nie wiem czego. 
- Mi też się śniłeś. Ostrzegałeś mnie, żebym nie uderzała w szybę po złamię palca, ale widzisz mam tylko stłuczonego proroku. - powiedziała z uśmiechem, a chłopak się zaśmiał.
- Mam tylko nadzieję, że to nie sen. Czego się bałaś?
- Mroku, nocy, ciemności.
- Nie jesteś za duża na takie dziwne strachy? Ja się na przykład boję pająków i irytuje mnie dźwięk strzelania palcami. Na prawdę jest wkurzający.
- Pająki nie są takie złe.
- Są okropne, ale okej powracając do tematu. O co chodziło z tym snem? - zapytał zaciekawiony.
- Sama nie wiem, ale mam nadzieję, że niedługo się dowiemy. Czuję się przy tobie dobrze. Jesteś na prawdę ła... fajna i chciałbym się jeszcze kiedyś z tobą spotkać. Może jutro? 
- Jasne. Przepraszam, ale muszę iść. Nie gniewasz się? - zapytała Tina z poważną miną.
- Nie, no co ty. Chcę cię tylko spotkać jutro. Tutaj. O tej samej porze, a nawet wcześniej! - powiedział chłopak. Siedemnastolatka zgodziła się, przytuliła i poszła do domu. Po drodze długo o tym myślała i była bardzo zadowolona. Kiedy doszła do swojego mieszkania i otworzyła drzwi zdziwiło ją co tam zobaczyła.

***

Hej :D Mam nadzieję, że wam się podoba. Jak myślicie co Tina zobaczyła po przyjściu do domu i czy będzie coś z tego z Calumem? Pomoże jej? Zapraszam do czytania i komentowania. Mam nadzieję że wam się podoba. Byłabym wdzięczna, gdybyście poleciły mojego bloga jeżeli wam się podoba i żebyście komentowali  bo to dla mnie bardzo ważne i daje mi motywacje do dalszej pracy. 

piątek, 5 grudnia 2014

Rozdzial 3

"Jak to się w ogóle stało, że poszłam spać z uśmiechem na ustach, a obudziłam się w środku nocy zapłakana i w sercu czułam kłucie i przyśpieszone bicie własnego serca?" pomyślała Tina budząc się nagle ze snu. "Nie chciałam go zabić, ale wzięłam pistolet i nagle zauważyłam kałużę krwi na podłodze. Ja tak nie chce, ale muszę. Będę cierpieć, aby być szczęśliwa... I tylko to należy zrobić. On nas nie może dłużej męczyć. On zawsze przeprasza. Zawsze. A potem atakuje dwa razy mocniej. Nienawidzę go z całego serca. Za kim ja w ogóle płaczę? Ugh, Tina ogarnij się i idź spać. Nic takiego się nie stanie. Wyrządzę przysługę Jade i mamie!". Otarła mokre od łez oczy i położyła się na łóżku. Na początku trochę rozmyślała o tym, co może się stać jak zrobi to ojcu, a co może się dziać jak zostawi go w spokoju i pozwoli mu dalej być wśród nich. Nie widziała innego rozwiązania jak tylko zabicie go, ale w głębi duszy wiedziała, że może obejść się bez tego, i że on się w końcu zmieni. Będzie taki jak kiedyś. Miała taką nadzieję. Chciała tego. Pomimo tego co jej zrobił ona miała w sercu jeszcze taką małą iskierkę, w której była miłość do jej ojca, pomimo tego co on zrobił jej, jej siostrze, jej mamie, jej rodzinie. Może dlatego płakała? Bo strata ojca bardzo wpłynęłaby na jej życie? Nie jest perfekcyjny, ale jest jej tatą i nie chciała go stracić. Każdemu należy się szansa, ale on dostawał ją kilkaset razy nie tylko od niej, ale też od Elise, Jade. Sam się nie chciał zmienić. Lubił się bić. Lubił się wyżywać. Był agresywny. Kiedy widział ludzkie cierpienie czuł się wyjątkowo i to dawało mu satysfakcję. Ale po co? Każdego uszczęśliwia co innego, ale żeby kogoś uszczęśliwiało ludzkie cierpienie? Uszczęśliwiało ono tylko złych ludzi. "W ogóle istnieją źli ludzie? Jeżeli tak, to po co? Są niepotrzebni. Robią krzywdę innym i sobie. To jest chore. Ja nie mam zamiaru żyć dłużej w takim świecie. W realnym świecie. Chcę żyć w swoim świecie, a nie tym, który otacza mnie i muszę go znosić każdego dnia!" pomyślała. Nie wiedziała co do końca ma sobie myśleć o jej dziwnym śnie. 

Gdy tak leżała i myślała czuła jak ogarnia ją ponownie sen. Nie chciała zasnąć, ale nie umiała już powstrzymać głębokiego snu. 

Znowu stała w ciemności, ale zanim stanęła w całkowitym mroku znajdowała się w oświetlonej sali. Nic nie było dookoła niej. Do pomieszczenia zaczęła powoli napływać czarna mgła i przykrywała wszystko dookoła. Stopniowo wypełniała mrokiem  cały pokój. Tinę przeraziło to co widzi i nie wiedziała co ma zrobić. Nie potrafiła temu zaradzić. To był sen... Nie. Jej największy koszmar. Bała się znowu. Nie wiedziała co ją teraz czeka. Wiedziała, że dzieje się coś złego, ponieważ zawsze, kiedy w snach siedemnastolatki pojawiał się mrok, ciemność, noc to działo się coś złego. Zawsze się go bała i nie umiała przezwyciężyć tego lęku. Pomimo tego, że próbowała nie potrafiła tego zniszczyć. Ta bariera mroku w okół jej umysły z dnia na dzień się nasilała przez to strach był jeszcze większy niż kiedyś. Nie potrafiła temu zaradzić. Tina bała się bardzo. Kiedy mrok wypełnił całe pomieszczenie nie wiedziała już czy to sen czy dzieje się to na prawdę. Wiedziała jednak, że jeżeli to sen to znowu obudzi się z krzykiem i płaczem jak wcześniej, a jak to nie sen to pewnie sobie nie poradzi z tą brutalną rzeczywistością. To na pewno był sen, ale dziewczyna nie umiała myśleć trzeźwo w tym momencie. To wszystko było takie realne, że straciła już pełnie swoich sił i do oczu napłynęły jej ponownie łzy. Nigdy nie była pewna siebie. Zawsze była zamknięta w sobie i wrażliwa. Pomimo tego, że wydawała się słabą, kruchą nastolatką zawsze była silna psychicznie. A dla kogo? Dla Jade. Dla Elise. Dla nich. Gdzieś wewnątrz tej  dziewczyny, która co noc płakała i rozczulała się nad sobą i nad swoim życiem, kryła się odważna i silna kobieta. Ona sama. Wiedziała, że to w sobie ma i jeżeli chce coś zrobić to to zrobi i nic nie stanie jej na drodze, aby to zrealizować. Wiedziała to, ale nie wykorzystywała. Dlaczego? Ona sama tego nie wie.

Do pomieszczenia napłynęło więcej czarnej mgły. Tinę otaczał gęstszy mrok niż przedtem i nie wiedziała dokładnie co się dzieje. Cały czas rozmyślała nad tym czy to dzieje się na prawdę czy nie. Rozglądała się dookoła siebie i próbowała przebić tą barierę mroku. Chodziła tam i z powrotem, ale zawsze trafiała na ścianę. "Gdzieś musi być wyjście" pomyślała zrozpaczona. Chodziła dość długo od prawej do lewej, od lewej do prawej od dołu do góry i od góry do dołu, ale zawsze obijała się o zimną jak lód ścianę. W końcu poddała się i runęła na ziemię z gorzkim płaczem. Chciała się obudzić, ale nie mogła. Leżała skurczona na twardej podłodze. Najprawdopodobniej była ona z desek. Skrzypiała, gdy siedemnastolatka stawiała powoli kroki, gdy chodziła po całym pomieszczeniu. W pewnym momencie Tina myślała,że ona się załamie i runie w dół do bardziej głębokiego mroku. Bała się tego. W końcu wstała i zaczęła tłuc w ścianę. Miała nadzieję, że to coś pomoże i ją złamie. Niestety nie udało jej się po wielu próbach. Próbowała cały czas przez dobre kilka minut, ale to nie dało żadnych efektów. W końcu uklęknęła i nie wiedziała co ma dalej ze sobą zrobić. "Odpuścić? Skończyć z tym? Nie! Dam sobie radę! Na pewno! Ja umiem to zrobić." pomyślała i zaczęła jeszcze raz tłuc w ścianę pięściami. "O, kogo ja próbuję oszukać! To bez sensu. Nie umiem tak." Zrezygnowana otarła łzy z oczu. Chciała być silna i nie płakać. Wiedziała, że to prędzej czy później się skończy. Na pewno się skończy. 

W końcu do głowy przyszedł jej pewien pomysł. Zaczęła skakać. Chciała, żeby ta podłoga pękła. To była jej ostatnia nadzieja. Tłukła w nią pięściami, skakała itp. W końcu coś się stało. Dwie deski w podłodze zaczęły się uginać i powoli pękać. Ucieszyło to Tinę i w końcu zaczęła jeszcze bardziej się starać. Po kilku minutach jedna z desek pękła, potem kolejna. Tina patrzyła co może znajdować się w dziurze. Nie wiedziała co ją czeka, ale teraz wiedziała, że musi skoczyć, aby ten koszmar się skończył. "Co mnie dalej czeka?" pomyślała i po chwili skoczyła.

Nie leciała długo. Pod sekundzie lub dwóch znalazła się na ziemi. Skoczyła na nogi, ale straciła równowagę i po chwili runęła na ziemię. Była w jakiejś dużej przestrzeni. Dookoła nadal znajdowała się ciemna jak smoła mgła. Mrok był bardzo ciemny. Ciemniejszy niż na górze.  Od upadku bolał ją od tego policzek, ale nie zwróciła uwagi na ból. Kiedy otworzyła oczy coś innego zwróciło jej uwagę. Coś co mogło jej pomóc i przywróciło jej siły i nadzieję na to, że ten koszmar się skończy. Już za moment będzie wszystko dobrze. W oddali widziała małe, ledwo widoczne światło. Szybko  wstała, otrzepała się i zmusiła się dobiegu. Biegła w stronę światła. Stawało się coraz bardziej widoczne. Wyglądało jak gwiazda na niebie, która rozjaśniała cały mrok. To było jak mała iskierka w sercu, która dawała nadzieję. "Światło jest moim przyjacielem... Należy ufać tylko jemu." powiedziała do siebie w duchu i przyśpieszyła kroku. Znajdowała się coraz bliżej. Nagle uderzyła o coś twardego. Była to szybka. Zimna szyba, która zaczęła powoli niszczyć jej nadzieję. Siedemnastolatka zaczęła tłuc ją pięściami aż pęknie. Była bardzo twarda, ale Tina nie przestawała. Krzyczała, biła pięściami, kopała... Robiła wszystko co w jej mocy, aby szyba w końcu pękła i dała jej dostęp do światła, którego potrzebowała, aby czuć się bezpieczna. W końcu zamachnęła się z całej siły i i szybka pękła. Ale to była tylko małe pęknięcie. Od uderzenia zabolała ją ręka. Rozbolała ją głowa. Próbowała coś wymyślić. Policzyła do trzech i uderzyła jeszcze raz. Słabiej niż przedtem, ale tylko trochę. Szyba znowu zrobiła małe pęknięcie. Tym razem próbowała uderzyć jeszcze mocniej. Mocniej niż na początku. Wzięła duży zamach i... ktoś chwycił ją za rękę. Nie widziała kto. Było ciemno. Na pewno był to jakiś chłopak. Ale kto? Nie wiedziała kogo ma się spodziewać. Był silny to na pewno.
-Nie uderzaj już w tą szybę, bo złamiesz palce - powiedział chłopak i przyciągnął Tinę to siebie. Zaśmiał się i puścił dziewczynę, kiedy zaczęła się szarpać.
-Kim jesteś? I co tutaj robisz? - zapytała zdziwiona siedemnastolatka.
-Dowiesz się w swoim czasie. Dziewczyna nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć. Wiedziała jednak, że przy nim czuła się bezpiecznie. Chociaż to był sen, wiedziała, że zna tego kogoś. Poznała ten głos. Nie słyszała go już bardzo dawno. Skąd on wziął się w jej śnie? Skąd? Po chwili go już nie było. Zniknął. Tak  po prostu...  Nie wiedziała co ma zrobić. Po chwili namysłu zdecydowała, że spróbuje jeszcze raz. Zamachnęła się i uderzyła w szybę tak mocno ja potrafiła. Udało jej się. Pękła. Ręka ją bolała i nie mogła ją ruszać. Nie wiedziała co się dzieje. 
-Mówiłem ci. Mogłaś czekać - powiedział nieznajomy pojawiając się obok niej. 
-Kim ty jesteś?! - zapytała zdenerwowana. Nie wiedziała jego twarzy, ale był wysoki i silny.
-Dowiesz się w sowim czasie. Zobaczymy się niedługo.
I zniknął.
Znowu.
Nie wiedziała o co mu chodzi. W tej chwili nie wyglądało to na sen, ale przecież nim było. Nie wiedziała jak ma na to zareagować. Nie wiedziała dlaczego jej pomógł. Nie wiedziała nic. To była dla niej zagadka. "To bardzo dziwny sen. Bardzo dziwny" powiedziała szeptem. O co w tym wszystkim chodzi? 

Podniosła się szybko z ziemi, zdarła kawałek piżamy i zrobiła sobie mały opatrunek, żeby usztywnić rękę. Poszła dalej. Ruszyła w stronę światła. To była jej ostatnia nadzieja.  Nie wiedziała czego ma się spodziewać, ale wiedziała, że światło jest dobre. Nie musiała się go bać dlatego biegła do niego.  Z każdym krokiem była coraz bliżej niego. Odważnie stawiała kroki. Coraz szybciej biegła. Była już całkowicie wyczerpana, ale już po paru minutach była przy nim. Świeciła tutaj latarnia, a pod nogami Tiny nagle pojawiła się zielona trawa. Była to noc, a światło od lampy biło jasnym blaskiem i odstraszało wszystkie złe myśli Tiny. W końcu czuła się bezpieczna. Ponownie. Usiadła na ławce i zaczęła myśleć nad tym co się wydarzyło. O tym kim był ten chłopak, dlaczego jej się to śni i dlaczego to jest tak bardzo realne. Nie potrafiła odpowiedzieć na ani jedno pytanie. Na pewno ten zachowa jej się głęboko w pamięci i kiedyś jej się przyda. On na pewno nie pojawił się tak bez powodu. Ma jakieś znaczenie i o jest pewne. Nic nie dzieje się przez przypadek. Siedziała i myślała nad tym wszystkim. To było na prawdę dziwne. Tina się tego nie spodziewała. Ten drugi sen był według niej gorszy niż poprzedni. W poprzednim zabiła swojego strasznego ojca, którego nienawidziła, ale jednak za nim tęskniła.  

Gdy tak myślała ktoś chwycił ją za ramię. Tina przestraszyła się, ale kiedy się odwróciła ujrzała jakiegoś chłopaka. Był przystojny ok osiemnastu lat może. Miał brązowe oczy, krótkie czarne włosy z blond pasemkiem. Był na prawdę słodki z wyglądu. Przysiadł się do dziewczyny i położył jej rękę na ramieniu.
-Kim ty jesteś? - zapytała się kolejny raz siedemnastolatka z lekkim uśmiechem na ustach.
-Dowiesz się w swoim czasie. Na prawdę chcę ci pomóc Tino - powiedział chłopak i przytulił do siebie Tinę. Czuła się przy nim swobodnie i bezpiecznie, ale miała też co do niego pewne obawy. Nie wiedziała czy może mu zaufać nawet jeżeli to tylko sen. To bardzo realny sen.
-Skąd wiesz jak mam na imię? - zapytała zdziwiona.
-Nie ważne. Jestem...
... nie dosłyszała jak ma na imię. W tym czasie czuła jak ktoś szturcha ją w ramię. Była to Jade. Od kilku minut próbowała obudzić Tinę. Dziewczyna obudziła się na podłodze i bolała ją ręka. Siostra powiedziała jej, że wierciła się niespokojnie w nocy i nie dawała jej spać. 
-Co się stało? Miałaś jakiś koszmar? - zapytała zmartwiona Jade i przytuliła siostrę jak się obudziła.
-W pewnym sensie. A co? - odpowiedziała Tina.
-Nic specjalnego. Chodź na śniadanie. Boli cię ręka?
-Trochę. Mam złamanego palca. Chyba musiałam nieźle rąbnąć o podłogę. 
-Chyba tak. Boli. Jade? Mogę ci coś powiedzieć? Miałam dziwny sen i muszę się komuś z niego wygadać - powiedziała Tina przecierając oko lewą ręką.
-Jasne, ale najpierw muszę ci to opatrzyć i pojedziemy do szpitala.
Jade wyszła z pokoju i poszła po apteczkę. Kiedy przyszła opatrzyła palec Tiny i go usztywniła. Potem Siedemnastolatka zaczęła jej opowiadać co się wydarzyło.
-No więc to był bardzo dziwny sen, ale był bardzo realny. Jakbym była na jawie czy coś. Czułam każdy upadek, dotknięcie, ból, ale nie potrafiłam go kontrolować. Nie wiem co to było i nie chcę wiedzieć, ale pewnie na długo  pozostanie mi w pamięci. Normalnie nie wiem co się dzieje w snach, albo pamiętam tylko urywki... Tak jak każdy, ale to było inne. Pamiętam każdy szczegół. Najpierw znajdowałam się w ciemności i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Byłam w małym pokoju i była tam drewniana podłoga. Zaczęłam skakać po niej, tłuc ją pięściami tak długo, aż w końcu pękła. Skoczyłam na dół i znalazłam się w jakiejś przestrzeni. Widziałam światło i biegłam do niego, ale szyba nie pozwoliła mi przejść dalej. Ktoś dotknął mnie i zabronił mi tłuc dalej w szybę. Był na prawdę słodki. Już go gdzieś widziałam, ale nie wiem gdzie. Był chyba w moim wieku, ale nie wiem. Nie jestem pewna. Może był trochę starszy? Potem uderzyłam jeszcze kilka razy w szybę. Złamałam w śnie palca, ale nie zauważyłam tego. Biegłam dalej do światła. Okazało się, że była to latarnia w parku. Usiadłam na ławce i czułam się bezpieczna. Potem znowu przyszedł. Nie dowiedziałam się jak ma na imię, ale widziałam jaki był. Na prawdę uroczy z niego chłopak. Przytulił mnie. To było kochane i słodkie, ale obudziłaś mnie. Ten koszmar przerodził się w sen, którego nie zapomnę do końca życia. A tego chłopaka na prawdę kiedyś gdzieś widziałam! - powiedziała Tina i uśmiechnęła się lekko na myśl o chłopaku, którego widziała we śnie.
-To na prawdę dziwny sen. A jak wyglądał ten chłopak?
-Był wysoki, silny, miał ładny uśmiech, brązowe oczy, czarne włosy z blond pasemkiem.
-Nie potrafię sobie go wyobrazić. Jestem na prawdę ciekawe kim on był. Może nam pomoże?
-Albo przysporzy więcej kłopotów. I tak nie dowiemy się kim on jest. To by było zbyt piękne i cudowne. A teraz chodź na śniadanie.

***
Hej :) Napisałam kolejny rozdział i mam nadzieję, że wam się spodoba, bo pisałam go od rana. Jestem taka szczęśliwa, że ostatnio weszło tu tyle osób i skomentowało posty. Akcja się rozwija. Domyślacie się kim jest chłopak ze snu Tiny? Na pewno wiecie kim on jest! Jeżeli wam się podobało to komentujcie. Zapraszam was serdecznie miśki :D 

środa, 3 grudnia 2014

Rozdzial 2

-Tina co miało znaczyć to "I zniknie"? - zapytała zdziwiona Jade. Tina wyszeptała te słowa cicho zanim zasnęła. Najwidoczniej zapomniała, że jej siostra też jest w pokoju. Dziewczyna położyła się na plecach i zamknęła oczy. Zaczęła rozmyślać nad usłyszanymi przed chwilą słowami Tiny. "O co mogło jej chodzić? Pewnie o nic ważnego. Oby o nic ważnego." myślała. Chodziły jej różne teorie po głowie. Nie wiedziała o co jej chodzi. "Pewnie się przesłyszałam." powiedziała do siebie w duchu i zasnęła.  Nie spała jednak zbyt długo. Obudziły ją kroki w przedpokoju i zapalone światło w łazience. Nie wiedziała jednak co się dzieje, ale miała pewne obawy. Wstała i podeszła do łóżka siostry chcąc sprawdzić czy śpi. Tiny nie było w łóżku, więc to pewnie ona chodziła po korytarzu. Ale po co? Niby to normalne, że ktoś wstaje w środku nocy i idzie do łazienki, ale Jade wiedziała, że dzieje się coś złego. Czuła to i wiedziała, że dzieje się coś, co nie powinno się dziać. Czuła, że traci coś najważniejszego dla niej. Coś, czego potrzebuje, żeby była sobą. Coś ważnego dla niej. A co było dla niej najważniejsze? 
Tina.
Jej siostra była dla niej najważniejsza na świecie. Nie chciała jej stracić za żadne skarby świata. Nie wiedziała dlaczego czuje, że ją traci. Instynkt? Może nie? Może jej się tylko wydaje? Ale to bez sensu. Jeszcze zeszłej nocy jak rozmawiały nie działo się nic złego. Nie działo się nic co mogło zaszkodzić ich relacjom. Wczoraj jeszcze czuła tą siostrzaną więź jeszcze mocniejszą niż kiedykolwiek, a teraz jej nie czuje. Ona tak jakby stawała się słabsza. To było bardzo dziwne uczuci dla Jade, ponieważ ona nie chciała utracić najważniejszej dla niej osoby w jej całym życiu. Chociaż nie spędzały ze sobą dużo czasu to obie bardzo się kochały. A dwadzieścia cztery godziny temu to tłumione w sobie uczucie stawało się z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem silniejsze i mocniejsze, a teraz ono słabnie i nie wiedziała dlaczego. Siedemnastolatka czuła prawie to samo. Zauważyła, że ich więź, która łączyła ich przez tyle lat nagle zaczęła słabnąć. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że to co właśnie robić w obecnej chwili pomoże im przetrwać ten koszmar. Pomoże im, chociaż teraz je osłabia. Jeszcze do końca nie wiedziała czy chce to zrobić, ale czuła, że jest to konieczne i da im więcej siły i odwagi. Może nawet skończy z tym wszystkim  co działo się przez te wszystkie lata ich (jak się wydawało Tinie) nędznego i żałosnego życia. Ona nie chciała już dłużej tak żyć. Chciała z tym skończyć. Ale była zbyt dumna, żeby skończyć ze swoim życiem, bo wiedziała, że zawsze po burzy nadchodzi tęcza. Zawsze po zimie nadchodzi wiosna. Tak samo ze złymi chwilami. Raz jest dobrze, a raz źle. I tak na zmianę. Nie wiadomo ile będzie trwało nieszczęście czy szczęście. Wiadomo, że w życiu każdego człowieka one są. Człowiek nieprzygotowany na nieszczęście, żyjąc samym szczęściem nie umie sobie z nim poradzić, dlatego ze sobą kończy. Tina nie chciała tego robić. Wiedziała, że to się skończy prędzej czy później, i że wszystko się ułoży. Obie siostry się bardzo kochały. I to było pewne. Największym szczęściem Tiny jest Jade, a największym szczęściem Jade jest Tina. Uzupełniały się. Nie chciały stracić. Mogły liczyć tylko na siebie nawzajem. 

Jade szybko wstała, założyła kapcie na nogi, wzięła latarkę z półki koło jej łóżka i podbiegła do drzwi. Otworzyła je delikatnie i przekroczyła próg pokoju. Znalazła się w ciemnym korytarzu. Zaświeciła latarkę i ruszyła przed siebie powoli. Nigdzie jej się nie spieszyło, ale chciała jak najszybciej znaleźć Tinę i powstrzymać ją przed tym co robi. Nie wiedziała jednak przed czym. Czuła, że musi. Ale ufała jej, dlatego miała pewne obawy co do tego. Zamyślona w końcu weszła do łazienki. Drzwi były uchylone, a na półce paliła się mała świeczka. Jade chciała zapalić światło, ale żarówka nie świeciła. Dlatego ktoś, a najprawdopodobniej Tina, zapalił świecę. Piętnastolatka dmuchnęła i ją zgasiła. Poświeciła latarką po całej łazience i zauważyła, że ktoś szperał po półkach. Ale po co ktoś miałby to robić jak nic nie ma tam takiego ważnego co mogłoby się przydać? Po co komuś kremy, pasty, szczoteczki, bandaże itp.?  To było bezsensu.  Jade rozejrzała się jeszcze chwile po toalecie i po kilkunastu minutach namysłu nie widziała sensu, żeby dłużej tutaj siedzieć. Nie chciała już tutaj być. 

***

Tina siedziała na strychu już zmęczona poszukiwaniami. Nie wiedziała co ma dalej robić, jeżeli nie mogła tego znaleźć. Zawsze miała go w szafie, ale nagle zniknął! Nie mógł rozpłynąć się w powietrzu. Nie w takiej chwili. Miała niecały tydzień na znalezienie go. Jak i nie mniej. Siedziała na starej zakurzonej sofie i rozmyślała nad tym co mogłaby zrobić. Nie chciała tego robić, ale odniosła pewne wrażenie, że musi, aby ocalić siebie, Jade i jej mamę. Żeby były w końcu szczęśliwe. Zdawała sobie sprawę z tego, że czekają na nią konsekwencje robiąc to. Ale wszystko byłoby lepsze niż życie kolejne lata tak jak dotąd. Nie chciała już. Chciała zmian. W końcu być szczęśliwa i nie płakać co wieczór w poduszkę i użalać się nad sobą. Miała wystarczająco trudno. Jest silna, ale nie wiedziała ile jeszcze może wytrzymać żyjąc tak jak dotąd. Każdy ma czułe punkty. Jej czułym punktem było jej życie, ale jej osłoną była Jade. Ona dla niej i vice versa.  Ona chciała, by obudzić się pewnego dnia, ale w innym świecie, w innej rzeczywistości, w innym życiu i być kimś całkowicie innym.

Po około godzinie Tina w końcu zeszła na dół ze strychu i poszła do łazienki. Zaczęła przyglądać się w lustrze. Było ciemno, ale księżyc bił jasnym blaskiem i widziała swoje odbicie. Miała niebieskie oczy. Lubiła je. Były jedną rzeczą, jaką w sobie lubiła. Czarne włosy spływały jej lekkimi falami na ramiona. Jej wzrok powędrował na bliznę na policzku. Była bardzo mała i przypominała literkę "T". Nie wiedziała dlaczego ją ma, ale miała ją od kiedy pamięta. Może nawet od urodzenia. Czasami śmiała się, że ma bliznę jak Harry Potter, ale w innym miejscu. Jak była mniejsza chciała mieć przygody takie jak on i czekała na list z Hogwardu. Nie lubiła jej. Twierdziła, że ją oszpecała, ale na prawdę dodawała jej jakiegoś uroku.  Był jej znakiem rozpoznawczym.  Niektórzy nazywali ją Naznaczona, a inni uważali, że "T" pochodzi od pierwszej litery jej imienia. 

Kiedy skończyła przeglądać się w lustrze powędrowała do swojego pokoju. Zauważyła Jade, która siedziała na łóżku. Czekała na nią. Miała do niej dużo pytań. Nie wiedziała od czego zacząć. Chciała najpierw zapytać ją co złego robi. Ale stwierdziła, że poczeka z tym pytaniem.
-Gdzie byłaś? - zapytała w końcu po chwili niezręcznego milczenia Jade. Gdy to wypowiadała jej głos się załamał, a w oczu pojawiła się mała łza, którą szybko wytarła rękawem. 
-Byłam... w łazience. A później na strychu. Szukałam czegoś, co jest mi potrzebne.
-Nie mogłaś tego poszukać w dzień tylko pałętać się w nocy? Martwiłam się. Czułam, że działo się coś, co nie powinno się, dziać, ale to coś koniecznego.
-Też to poczułaś? - zdziwiła się Tina. - To było coś innego. Jakby coś się niszczyło i tonęło. Ale to było też coś potrzebnego. W pewnym momencie poczułam dziwną pustkę w sercu. Jakbym się bała, że coś stracę. Że stracę coś, co jest mi potrzebne. Nie wiem jak to opisać. A w ogóle da się? Chyba nie. Nie znałam tego uczucia. Chyba nigdy. To tak jakby.... jakby ktoś odchodził i zastąpił go ktoś inny. 
-To było faktycznie dziwne. 
-Wiem. Nie wiem co robić. To wszystko się wali. To wszystko się niszczy. To wszystko zastępuje coś nowego. Coś co daje mi siłę, ale równocześnie ciągnie w dół. Nie umiem strawić tego uczucia. Jest mi potrzebne, ale niepotrzebne. To jakie w końcu? Czuje, że stanie się coś złego. Ale też, że po tym będzie wszystko dobrze. Dwa uczucia w jednym. To co to jest? Sumienie? Instynkt? Nadzieja na coś dobrego? Nie mam pojęcia, ale czuję, że potrzebuję tego tak samo mocno, jak potrzebuję ciebie. I kiedy pomyślałam o tym, co chcę zrobić zaczęłam to czuć. Jakby nowa rzeczywistość. Nowe życie. Nowe wszystko. Ale jakby kogoś zabrakło. Ale co to jest?- zapytała niepewnie i zamilkła na chwilę. Po chwili milczenia i namysłu w końcu Jade coś powiedziała.
-To jest umysł. Też się czuję jak w klatce. Nie chciałabym cię stracić. Jesteś dla mnie ważna. 
-Ja dla ciebie, a ty dla mnie.
-Czuję się jak w ptak w klatce. Chcę być wolna, ale do wolności potrzebny mi klucz. Jeden nędzny klucz, który ciężko zdobyć. Mam ograniczoną przestrzeń, żeby go dostać. 
-Znajdziemy nasze klucze Tino. 

Tina i Jade zaczęły jeszcze długo rozmawiać. Jade zapytała w końcu Tinę co planuje, ale siedemnastolatka zasnęła i nie dosłyszała pytania. Ona to zawsze coś zrobi, żeby wymigać się od odpowiedzi. Nawet jeżeli nie wie, że o coś ją pytałam. Cała Tina. I za to ją kocham. Ale o co mogło jej chodzić? Jaki plan? To przez to tracimy to co posiadaliśmy? Chyba tak. Ale ja się dowiem o co chodzi. Na pewno. 

***

Tinie śniło się, że jest w mroku. Bała się. Trzymała w ręce pistolet, ale nie wiedziała co z nim zrobić. Szukała go tak długo tej nocy, a jak już miała go w dłoni spanikowała i bała się nacisnąć spust. Nie wiedziała co się z nią dzieje, ale strach zaczął paraliżować jej ciało. Nie mogła się ruszać. Bała się tak bardzo jak nigdy. Znajdowała się w jej największym strachu - mroku. Nie chciała tutaj być. Chciała się obudzić, ale nie umiała. Jej stopy przywarły do podłogi. Tak się bała. Nagle zauważyła przed sobą jakiegoś człowieka. Był to wysoki mężczyzna około czterdziestki. Gdy podszedł bliżej wiedziała już kto to jest. Jej tata stał przed nią i zaczął ją przepraszać. Przepraszał za to wszystko co zrobił jej w życiu. Chciał to naprawić. Tina płakała. Po chwili milczenia podniosła pistolet, nacisnęła spust i...
Chybiła. 
Nacisnęła drugi raz i...
Trafiła w ramię. Nie pomogła mu. Patrzyła jak umiera. 
I taki był jej plan, który chciała zrealizować jak najszybciej. Po tym śnie wiedziała, że chce to zrobić. To było tylko marne gadanie. Znała go i zawsze tak mówił. Tym razem się nie dała. Co z tego, że był to sen?